Nasi pacjenci
Tomek - alkoholik
Mam 28 lat, jestem młodym mężem, a od niedawna ojcem. Kiedy sięgałem po pierwszy alkohol nie przypuszczałem, że to początek choroby, która będzie we mnie już na zawsze. Na początku było kolorowo; dobra zabawa, większa pewność siebie. Alkohol był jak lekarstwo na wszystkie smutki, porażki, ale też pomagał w nawiązywaniu kontaktów towarzyskich. Przyzwolenie otoczenia na coraz większe ilości wypijanego alkoholu, popychało mnie w wir nieświadomości, w wir świata iluzji. Piłem coraz więcej, każda okazja była dobra żeby się napić. Pod wpływem alkoholu potrafiłem doskonale koloryzować niezliczoną ilość sytuacji, bylem najlepszym manipulantem. Potrafiłem wspaniale zaprzeczać sam sobie, że nie mam problemu z alkoholem, robiąc sobie kilkudniowe przerwy w piciu, te przerwy usprawiedliwiały mnie przed sobą i przed najbliższymi dając mi jeszcze większe przyzwolenie do chlania. Alkohol stawał się nieodłącznym towarzyszem w moim życiu. Nie zdając sobie sprawy z tego, że pustoszy on mój umysł, moją świadomość, przybliżałem go coraz bliżej siebie. Poczucie że alkohol pomaga uśmierzyć skrajne emocje, czy to smutek, czy euforię, napędzało coraz bardziej głód alkoholowy. Dopiero kiedy zacząłem cierpieć podczas picia ciągami, popatrzyłem na swoje życie z boku i dostrzegłem, że tracę kontrolę nad piciem, swoim życiem, że tracę wolność. Kiedy piłem ciągami kilkudniowymi nie zdawałem sobie sprawy z tego ,że nie tylko ja na tym cierpię ale i najbliższe mi osoby. Nawet kilka dni po urodzeniu syna dałem sobie przyzwolenie na prawie tygodniową "zabawę" w gronie przyjaciół. "Zabawa" ta jak zresztą wszystkie, które pamiętam kończyły się olbrzymim kacem moralnym.. Alkohol był moim największym wrogiem, a równocześnie jedyną ucieczką w chwilowe poczucie ulgi. Prędzej czy później zawsze wypijałem dawkę alkoholu która przynosiła chwilowe ukojenie. I tak tkwiłem w tym zamkniętym kręgu od wypicia do wypicia. Byłem zrozpaczony, moja dusza jęczała z udręki, nie mogłem znieść własnego widoku w lustrze. Byłem gotowy na wszystko, byleby tylko pomogło mi to zaprzestać picia, i zatrzymało tą chorą bezsilność wobec samego siebie. Wtedy zdecydowałem się ratować samego siebie, swoje życie... Postanowiłem pójść na miting AA, gdzie wyrzuciłem z siebie wszystko co mi leżało na sercu i właśnie tam poznałem człowieka, dzięki któremu trafiłem do ośrodka.
Podczas pobytu w ośrodku, zacząłem na nowo poznawać samego siebie. Dzięki profesjonalnej terapii, która ma na celu dostrzec piękno życia i otaczającego mnie świata, zrozumiałem, że nie warto katować się przeszłością, że nie ma sensu cierpieć. Z każdym dniem uświadamiałem sobie, że nie żona, nie rodzina ma wpływ na moje życie, ale ja sam, że tylko ja mogę sprawić że będę szczęśliwy.
Decyzja o próbie ratowania siebie zapoczątkowała nowy etap w moim życiu. Tutaj zrozumiałem, że aby zmienić swoje życie, powinienem zostawić przeszłość za sobą, bo przecież nie mam wpływu na to co było. Mam za to wpływ na to, co jest teraz i tutaj.
Dzięki terapii która dała mi wskazówki jak pokochać samego siebie, czuje dzisiaj niesamowitą ulgę i przepełniającą mnie pozytywną energię. Ta energia jak doświadczam każdego dnia emanuje wokół mnie i zaraża otaczających mnie ludzi. Dzisiaj kiedy jestem trzeźwy, te najtrudniejsze sprawy, które kiedyś wydawały się nie do zrealizowania nie stanowią dla mnie najmniejszego problemu, wręcz przeciwnie załatwiam je bez najmniejszego wysiłku.
